Rodzina hrabiów Zamoyskich, w osobach: Władysława, jego matki – Jadwigi i siostry – Marii, przybyła do Zakopanego w 1889 r. Ich związki z tą szybko rozwijającą się pod Tatrami miejscowością były ścisłe i wielostronne. Tutaj zamieszkali i prowadzili swoją niezwykle czynną działalność społeczno-gospodarczą, oświatową i patriotyczną. Wnieśli też istotny wkład w proces przeobrażania się Zakopanego z ubogiej i zacofanej wsi w nowoczesny ośrodek turystyczno-uzdrowiskowy.

Droga przedstawicieli tej gałęzi rodu Zamoyskich[1] wiodła pod Giewont przez Paryż i Wielkopolskę. Władysław hr. Zamoyski, od 1889 r. właściciel dóbr zakopiańskich, urodził się w Paryżu 18 listopada 1853 r. Jego ojciec, też o imieniu – Władysław (1803-1868), uczestniczył w powstaniu listopadowym. Podczas wojny krymskiej awansowany został do rangi generała. W polskim ugrupowaniu emigracyjnym, zwanym Hotelem Lambert, pełnił on rolę nieoficjalnego ministra spraw zagranicznych. Matka – Jadwiga (1831-1923), z domu hr. Działyńska, znacznie młodsza od męża, była blisko z nim spokrewniona[2]. Dlatego też małżeństwo rodziców mogło dojść do skutku po uzyskaniu dyspensy papieskiej. Ich ślub odbył się w Halle 14 października 1852 r. Jadwiga i Władysław Zamoyscy mieli czworo dzieci. Poza wspomnianym już pierworodnym Władysławem (1853-1924) i Marią (1860-1937), także Witolda (1855-1874) oraz Marię (1857-1858), która zmarła w wieku niemowlęcym. Dziadkiem po „kądzieli” młodych Zamoyskich był Tytusa Działyński, a wujem jego syn – Jan.

Patriotyczna atmosfera domu rodzinnego, przy Quai d’Orleans 6 w Paryżu, oraz staranne wykształcenie i wychowanie ukształtowało postawy życiowe rodzeństwa, co rzutowało na ich przyszłe życie i działalność. Ojciec, generał Zamoyski, dla swoich dzieci sam określił pedagogiczne kredo. Brzmiało ono:

Cel całego ich wychowania nie może być inny, jak tylko służenie własnemu krajowi. Do tego przygotowywać ich należy corocznie, ile być może, odwiedzaniem części Polski przystępnych dla nich podczas wakacji, czytaniem i ciągłym ćwiczeniem w języku ojczystym, literaturze, historii i geografii kraju.

Początkowo dzieci odbywały naukę w domu, pod kierunkiem dochodzących nauczycieli oraz matki, osoby wszechstronnie wykształconej. Oprócz kilkuletniego nauczania domowego, Maria ukończyła paryską szkołę dla dziewcząt, prowadzoną przez Madame Boutet de Monvel, a jej brat Władysław – Liceum Karola Wielkiego (Lycée Impérial Charlemagne).

Rodzeństwo pogłębiało swoją wiedzę, a także obycie w „wielkim świecie”, podczas częstych pobytów Zamoyskich za granicą, co się za życia ich ojca najczęściej wiązało z jego działalnością polityczno-wojskową. Dzięki tym wyjazdom, Władysław i Maria oprócz Francji poznali jeszcze Anglię, Grecję, Turcję, Austrię, Szwajcarię i Włochy oraz ziemie polskie pod zaborem pruskim i austriackim. Dla Władysława dodatkowym źródłem edukacji była jeszcze ochotnicza służba wojskowa w kawalerii francuskiej, podczas której przebywał m.in. w północno-wschodniej Afryce, na pograniczu egipsko-sudańskim. Jednak w jego przypadku taką rolę odegrała, przede wszystkim, kilkuletnia podróż zaoceaniczna. Jako 26-letni młodzieniec, wydelegowany został bowiem przez władze Francji do pomocy w organizowaniu ekspozycji tego kraju na Wielkiej Międzynarodowej Wystawie w Sydney. Wiosną 1879 r. udał się więc z tą misją do Australii, zaopatrzony we francuski paszport dyplomatyczny. Oprócz zajęć związanych z urządzaniem wystawy[3], przez rok podróżował po tym kontynencie, zapoznając się z tutejszą gospodarką, miastami nadbrzeżnymi i osadami w interiorze, a także przyrodą różnych regionów Australii oraz życiem i kulturą Aborygenów.

W trakcie swej ponad trzyletniej podróży, która wiodła z Australii do Europy, przez Tasmanię, Nową Kaledonię, Tahiti, Nową Zelandię, Hawaje i Stany Zjednoczone, gdy tylko nadarzała się okazja, chętnie nawiązywał również kontakty z Polakami. Byli to głównie weterani powstania listopadowego, styczniowego i wojny krymskiej. Według zachowanych relacji, wynieśli oni jak najlepsze wrażenie z tych spotkań. Wysoko oceniali wiedzę i postawę młodego arystokraty, który interesował się ich wygnańczym losem, udzielał pożytecznych rad, podnosił na duchu i zachęcał do powrotu na ziemie polskie. Odwiedził też Polaków na Nowej Kaledonii, więzionych tam za udział w Komunie Paryskiej, widząc w nich przede wszystkim rodaków, a nie uczestników rewolucji, której lewicowo-antyklerykalny program zupełnie mu nie odpowiadał. W drodze powrotnej do Europy, zabrał na swój koszt grupę Polaków, którzy zdecydowali się wrócić do ojczyzny, a nie mieli na to wystarczających środków.

Podczas pobytu w Australii, Oceanii i Ameryce Północnej, hrabia zbierał też eksponaty etnograficzne i antropologiczne dla francuskich i polskich zbiorów muzealnych, a także okazy mineralogiczne, przyrodnicze, w tym również nasiona i sadzonki roślin dla kórnickiego arboretum.

Podróż ta spełniła ważną rolę, gdyż ostatecznie ukształtowała go pod względem postawy życiowej, a także zainteresowań. Dla Zamoyskiego bardzo inspirujące było bowiem zetknięcie się ze środowiskami ludzi wolnych, których inicjatywa i entuzjazm w działaniu, charakterystyczne dla społeczności pionierskich, zrobiły na nim duże wrażenie. W liście do wuja – Jana Działyńskiego, tak oceniał korzyści wyniesione z pobytu w Australii: „Tu kraj nowy; młody, tworzący się naród; niejedno tu ciekawe; z niejednego może kiedyś będzie można skorzystać”. To, co tam zobaczył, uświadomiło mu jeszcze bardziej ciężką sytuację zniewolonego narodu polskiego i stało się dodatkowym bodźcem do działania na rzecz jego dobra. Zaoceaniczne wojaże wzbogaciły także jego wiedzę o zasadach racjonalnego gospodarowania, zarządzania i nowoczesnych rozwiązaniach technicznych.

Kiedy jeszcze przebywał w Australii zmarł hr. Jan Działyński[4]. Śmierć ta w istotny sposób zmieniła życie Zamoyskiego, gdyż wuj wyznaczył go na swego głównego spadkobiercę. Już od dawna upatrzył bowiem sobie siostrzeńca, nie tylko na dziedzica położonych pod Poznaniem dóbr kórnickich, ale też kontynuatora przedsięwzięć Działyńskich, co dotyczyło prowadzenia biblioteki, muzeum, wspierania działalności naukowej, wydawniczej i in. Stąd też, jak Działyński zastrzegł w testamencie, majątek miał służyć „pożytkowi i chwale narodu, a nie rodziny”.

Czekające Zamoyskiego obowiązki bynajmniej go nie odstraszały. Jednak wyróżnienie to podziałało na niego deprymująco. Przede wszystkim, nie był on człowiekiem zabiegającym o bogactwa. Ponadto mógł się czuć nieswojo, ponieważ inni krewni zostali w testamencie uwzględnieni w niewielkim stopniu, lub w ogóle pominięci, co spowodowało nawet próbę obalenia aktu ostatniej woli Działyńskiego. Na dodatek majątek był zaniedbany i zadłużony.

Przed Zamoyskim stanęło więc trudne i odpowiedzialne zadnie. Musiał bowiem podnieść rentowność dóbr kórnickich, aby spłacać długi i wywiązywać się z zapisów testamentowych na rzecz krewnych oraz zdobywać pieniądze na kontynuowanie przedsięwzięć Działyńskich, a także swoich własnych i matki.

Już w niedługim czasie okazało się, że wuj, co do jego osoby, się nie pomylił. Pod zarządem nowego właściciela, dochody z dóbr kórnickich się zwiększyły, a on nie wziął z nich dla siebie nawet przysłowiowego „grosza”, przeznaczając wszystkie pieniądze na wyżej wspom­niane cele. Po latach, w liście do kuzynki (Zofii Broel-Plater) tak przedstawił swoje stanowisko w tej sprawie: „Majątku, jaki mi Bóg w ręce oddał nie uważałem za własność moją, lecz za własność Polski, w czasowem mojem posiadaniu, własność, z której mi uronić niczego nie wolno, która Ojczyźnie jedynie, a nie mnie służyć ma. Na potrzeby moje osobiste nigdym z Kórnika centa nie wziął. Na zbytki żadne nigdy sobie nie pozwalałem. Odmawiałem sobie wszystkiego, co mi się nie wydawało wprost niezbędnem. Ale gdzie sądziłem, że sprawa tego wymaga, wysiłków nie szczędziłem. Jedno miałem pragnienie gorące, by wysiłki były skuteczne, a pomoc dana zmarnowaną nie została. Dał Bóg czasem, że się powiodło skutecznie służyć, dopuścił, żem czasem zaufał gdzie nie trzeba było i zawiódł się, powodując tem dotkliwe uszczuplenie powierzonego mi dobra. Jak mnie to martwi, jak gryzie, tego nie jestem w stanie wypowiedzieć. Nie chodzi tu o mnie, boć chyba wiesz, że mnie niewiele potrzeba, ale o krzywdę wyrządzoną sprawie publicznej, której służy i służyć ma wszystko czem rozporządzam”. Należy tu podkreślić, że Zamoyski nie tylko podźwignął ekonomicznie dobra kórnickie, ale jeszcze dokupił kilka majątków. Ostatecznie całkowita powierzchnia wielkopolskich dóbr osiągnęła wielkość około 13 tysięcy hektarów.

Po przybyciu w 1882 r. na teren Wielkopolski, priorytetem w publicznej działalności Zamoyskiego stała się obrona polskiego stanu posiadania w zaborze pruskim. Polegało to – z jednej strony – na skupowaniu przez niego majątków ziemskich, którym groziło przejście w niemieckie ręce, a także pożyczaniu na ten sam cel pieniędzy innym. Z drugiej natomiast – na organizowaniu polskiej bankowości. Zamoyski przyczynił się do założona Banku Ziemskiego w Poznaniu, który rozpoczął swoją działalność w 1886 r. Placówka ta udzielała kredytów na dogodnych warunkach. Korzystali z nich także wielkopolscy chłopi, nabywający grunty rolne z parcelowanych dóbr szlacheckich. W ten sposób została w znacznym stopniu udaremniona działalność niemieckiej Komisji Kolonizacyjnej.

Władysław Zamoyski angażował się jednocześnie na wielu polach działania. Przekształcił np. kórnicki park w ośrodek, który miał się zajmować badaniem oraz aklimatyzacją drzew i krzewów. Współpracował z wieloma organizacjami narodowymi, społecznymi, religijnymi, naukowymi i gospodarczymi, wspierając je także finansowo.

Opiekował się oraz pomnażał zbiory muzealne i biblioteczne Działyńskich. Nieobce mu bowiem było, od czasów jego podróży na antypody, zagadnienie organizowania wystaw, wyszukiwania i pozyskiwania eksponatów, zwłaszcza etnograficznych, antropologicznych i przyrodniczych. W 1883 r., Zamoyski wystawił na jubileuszowej ekspozycji w Sukiennicach, z okazji „odsieczy wiedeńskiej”, cenną kolekcję kórnicką, pochodzącą z czasów Jana III Sobieskiego, tj. zbroje husarskie, szable, karabele, jatagany łuki, tarcze, buzdygany, laskę marszałkowską, wyroby ze złota, rząd turecki na konia, pasy kontuszowe, sztućce itp. przedmioty.

Powrót do ojczyzny zaowocował aktywną działalnością nie tylko hr. Zamoyskiego, ale także jego matki i siostry. W 1882 r. Jadwiga założyła w Kórniku, przy pomocy swoich dzieci, słynną Szkołę Domowej Pracy Kobiet, zwaną również Instytutem Kórnickim, czy też Zakładem Wychowawczym generałowej Zamoyskiej.

W sumie, Zamoyscy stali się na terenie Wielkopolski czołowymi organizatorem kulturalnej, oświatowej i ekonomicznej obrony Polaków przed uciskiem germanizacyjnym władz niemieckich. Kórnik wyrósł więc na ośrodek pracy patriotycznej. Zaniepokoiło to Niemców, którzy postanowili położyć kres tej działalności. Ponieważ miało to miejsce w okresie Kulturkampfu, postępowanie Niemców było wyjątkowo brutalne.

Na mocy ustawy o wydalaniu „polskojęzycznych obcych poddanych”, która weszła w życie w 1885 r., w ramach tzw. „rugów pruskich”, zostało wyrzuconych z pruskich prowincji około 35 tys. Polaków, głównie poddanych rosyjskich i austriackich. Było to nie tylko ciosem dla polskości tych ziem, ale i osobistą tragedią dla wielu rodzin. Los rodaków podzielili także Zamoyscy, jako że posiadali obywatelstwo obcego państwa (Francji), a poza tym, co szczególnie drażniło Niemców, bardzo angażowali się w polską działalność narodową.

Po opuszczeniu Kórnika Zamoyscy udali się do Paryża. Po drodze zatrzymali się jednak w Rzymie, gdzie u papieża Leona XIII złożyli protest, na skierowaną przeciwko Polakom i Kościołowi Katolickiemu politykę Berlina. Chcieli w ten sposób zwrócić uwagę Watykanu i europejskiej opinii publicznej na „sprawę polską”. Mieszkając ponownie we Francji, przez szereg kolejnych lat, odwiedzali Wielkopolskę tylko sporadycznie i nielegalnie, narażając się na aresztowanie, czego doświadczyła generałowa osobiście. Odbijało to się rzecz jasna ujemnie na stanie ich tamtejszych majątków, nie mówiąc już o działalności publicznej, która uległa zahamowaniu. Nie pogodzili się jednak z tą sytuacją i szukali gdzie indziej lepszych możliwości dla swoich poczynań. Wybór padł oczywiście na zabór austriacki, gdzie wówczas Polacy, w porównaniu z Rosją i Niemcami, cieszyli się największymi swobodami.

W tych okolicznościach rozpoczynają się związki Zamoyskich z Zakopanem. Jak już wyżej wspomniano, w 1889 r. hr. Zamoyski nabył tutejsze dobra ziemskie, zwane wówczas „państwem zakopiańskim”, lub też dobrami „Zakopane – Kościelisko”. Według stanu sprzed I wojny światowej, jego posiadłości na Podhalu znajdowały się w obrębie Zakopanego i Kościeliska, a także Brzegów, Białki, Bukowiny Tatrzańskiej, Dębna i Zubsuchego. W Tatrach do dóbr tych należały najpiękniejsze ich części, tj. m.in.: regle zakopiańskie, Dolina Kościeliska, okolice Giewontu, Gęsiej Szyi i Morskiego Oka. W samym Zakopanem, był też właścicielem szeregu budynków, m.in.: „Chycówki” przy ul. Nowotarskiej, „Bazaru Polskiego” przy Krupówkach, „Wójtówki” przy Chramcówkach, „domku” przy ul. Kościeliskiej oraz położonych w różnych miejscach parceli.

Zakupu tego Zamoyski nie dokonał jednak dla osobistych korzyści. W tym przypadku – nie pierwszym zresztą, ani ostatnim – zadecydowało jego przekonanie o konieczności wspierania „sprawy narodowej”. Do tego bowiem wymiaru urosła kwestia sprzedaży tych dóbr, co miało związek z ochroną tatrzańskich lasów przed ich całkowitą zagładą, a także dążeniem do zapobieżenia przejścia ich w niepolskie ręce.

Poprzedni właściciel Zakopanego – Magnus Pelz, prowadzący nieudolną i rabunkową gospodarkę, zbankrutował i dlatego dobra te zostały wystawione na przymusową licytację. Odbyła się ona 9 lutego 1888 r. w Nowym Sączu, z udziałem tylko jednego uczestnika, żydo­wskiego kupca z Nowego Targu – Jakuba Goldfingera, który je nabył po cenie wywoławczej. Osoba nowego właściciela – dzierżawiącego dwie papiernie w Zakopanem – wróżyła jak najgorzej resztkom lasów, jakie się jeszcze ostały w tych dobrach. Na szczęście, ze względu na niedociągnięcia proceduralne, przetarg ten został unieważniony. Stwarzało to szansę załatwienia kwestii własności tej części Tatr z uwzględnieniem ochrony ich przyrody.

Miłośnicy Tatr, a zwłaszcza działacze Towarzystwa Tatrzańskiego, rozpoczęli w tym celu intensywne starania, m.in. powołując Towarzystwo Ochrony Tatr Polskich, które zbierało pieniądze na ich wykupienie. Zabiegano również o to, aby dobra te nabyło państwo. Występowano w tej sprawie również z innymi projektami, często mało realnymi. Wszystkie te jednak usiłowania spełzły na niczym. Wobec tego, zaczęto szukać jakiegoś majętnego i świadomego narodowych powinności Polaka, który nabyłby, powtórnie wystawione na licytację, dobra i doprowadził tatrzańskie lasy do poprzedniego stanu. Na szczęście takiego rodaka udało się znaleźć – był nim nie kto inny, jak hr. Władysław Zamoyski.

Aby stanąć do przetargu, hrabia musiał jednak zgromadzić odpowiednią sumę pieniędzy, co stanowiło poważny problem. Chcąc mu sprostać, zdecydował się na zaciągnięcie kilku pożyczek; trzech bankowych (pod zastaw części dóbr kórnickich) i jednej od matki. Ostatecznie całe przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem. Na odbywającej się 9 maja 1889 r. licytacji, która obfitowała w dramatyczne momenty, Zamoyski, poprzez swojego pełnomocnika, nabył za 460 tysięcy 2 zł reńskie i 3 centy zdewastowane dobra zakopiańskie. Zwycięstwo hrabiego zostało przyjęte przez społeczeństwo z ulgą i zadowoleniem. Wyrazem tego było m.in. oficjalne podziękowanie, jakie mu złożyła delegacja Towarzystwa Tatrzańskiego.

Po dopełnieniu wszystkich formalności, związanych z przejęciem tego majątku, których załatwianie zajęło jeszcze ponad rok, Zamoyski przystąpił do zalesiania przetrzebionego pasa regli i pielęgnacji drzew. Jednocześnie unikał nowych wyrębów. Cieszyła go świadomość, że jego lasy się odbudo­wywały, a dochody – jak mawiał – „zostawały na pniu [...] dla dobra narodu i pokoleń”. Wielokrotnie też podkreślał, iż „jest tylko dożywotnim administratorem swych własnych majątków i musi je nienaruszone przekazać rodakom”.

Wysoki obecnie stan zadrzewienia polskich Tatr zawdzięczamy w dużym stopniu właśnie Zamoyskiemu. Oprócz wielu oczywistych korzyści z tych zalesień, należy również wskazać na fakt, że, ze względu na właściwość zatrzymywania przez roślinność wody (tzw. zjawisko retencji), zarówno Zakopanemu, jak i innym miejscowościom Skalnego Podhala już nie zagrażają w takim stopniu powodzie, tak jak się to dosyć często zdarzało w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XX wieku. Ponadto – co ma również ścisły z tym związek, a odgrywa szczególnie ważne rolę dzisiaj, gdy „rynna zakopiańska” jest znacznie bardziej zaludniona i zurbanizowana niż w czasach Zamoyskiego – ówczesne zalesienia przyczyniły się do tego, że obecnie na Podtatrzu nie brakuje wody w kranach.

Kupno tatrzańskich dóbr przez Zamoyskiego uwikłało go jednak w spór z właścicielem sąsiednich posiadłości, leżących po stronie węgierskiej – księciem Christianem Hohenlo­he. Ów niemiecki magnat postanowił bowiem powiększyć swoje włości o Dolinę Rybiego Potoku w Tatrach, wraz ze znajdującymi się tam terenami należącymi do „państwa zakopiańskiego”. Aby osiągnąć swój cel nie przebierał w środkach, posuwając się do ostentacyjnego łamania prawa i stosowania przemocy. Chociaż obszar, do którego zgłaszał pretensje Hohenlohe, był stosunkowo niewielki pod względem powierzchni, ale za to niezwykle atrakcyjny krajobrazowo, z najsłynniejszym tatrzańskim stawem – Morskim Okiem. Stąd też nie bez powodu tę część Tatr nazywano „najpiękniejszym zakątkiem” Polski.

Konflikt o Morskie Oko miał charakter nie tylko zatargu pomiędzy prywatnymi właścicielami sąsiadujących z sobą posiadłości, ale także sporu o granicę polityczną między Galicją a Węgrami. Stanowisko Węgrów, którzy bez zastrzeżeń popierali roszczenia ks. Hohenlohego, nieprzyjemnie zaskoczyło Polaków. Spór ten toczył się bowiem w okresie bardzo dla nich trudnym, kiedy byli rozdzieleni na trzy zabory i niemal bezbronni z powodu braku własnego państwa, gdy społeczeństwo polskie poddawane było w zaborze rosyjskim i pruskim bezwzględnej polityce wynaradawiania. W tej krytycznej sytuacji, węgierscy „bratankowie” usiłowali im odebrać „najpiękniejszy zakątek” ojczyzny.

Zamoyski, nie zważając na trudności oraz koszty, z całą energią i poświęceniem przeciwstawiał się tym roszczeniom. Występował przy tym nie tylko w swoim imieniu, ale także innych zagrożonych właścicieli (głównie Nowobilskich z Białki i Towarzystwa Tatrzańskiego). Przede wszystkim jednak dążył do tego, aby uratować ten teren dla Polski.

Ów spór ciągnął się przez wiele lat i prowadzony był głównie w sądach różnych instancji, ale czasami przypominał niemal pograniczną wojnę partyzancką, której zasadniczym celem było niedopuszczenie do tego, aby Hohenlohe i Węgrzy zadomowili się nad Morskim Okiem na stałe. Z polecenia Zamoyskiego górale zniszczyli np. postawiony tu bezprawnie posterunek węgierskich żandarmów, leśniczówkę Hohenlohego, a także będące wyrazem roszczeń kopce i słupy graniczne oraz prawie kilometrowy drewniany parkan. Odbudowywali natomiast mosty i kładki, niszczone przez stronę przeciwną.

W zależności od sytuacji hrabia działał jawnie lub, co zdarzało się częściej, anonimowo. Robił w tej sprawie co tylko mógł. Przezwyciężał opieszałość i ustępliwość wobec Węgrów nowotarskiej administracji powiatowej oraz władz galicyjskich i centra­l­nych. Przekonywał i skłaniał do działania posłów do sejmu galicyjskiego i parlamentu wiedeńskiego. Zbierał materiał dowodowy, uzasadniający odwieczne prawa Polaków do Morskiego Oka. Pozyskiwał do współpracy najlepszych specjalistów z dziedziny historii, prawa, językoznawstwa i kartogra­fii. Mobilizował w tej sprawie opinię publiczną. Organizował w tym celu kampanię prasową, a także np. akcję zbierania podpisów pod petycją do Koła Polskiego w parlamencie wiedeńskim. Chronił także i wspomagał wszystkich tych, którzy angażując się w ten spór doznawali jakichkolwiek szkód. „Sam mogę wszystko znieść i będę to sobie miał za zaszczyt – pisał w 1895 r. Zamoyski do starosty nowotarskiego – ale ludzi działających ze mną, dla mnie […] zaczepiać nikt bezkarnie nie będzie. A dla tego, by wszelkie śledztwa ułatwić, oświadczam z góry gotowość przyjęcia na siebie odpowiedzialności za wszystko, cokolwiek się stanie przy Morskim Oku, w obronie praw moich lub górali polskich, choćby i dziesięciu ludzi trupem tam położono. Niech mnie zamkną, powieszą, a mnie przyjemnie będzie, że już raz przestanę patrzyć na te łotrostwa!”.

Nieustępliwa postawa Zamoyskiego w sprawie Morskiego Oka, jego hojność dla tych górali, którzy wykonywali jego polecenia, a także otaczanie opieką poszkodowanych w tym sporze, zyskała mu wśród nich chlubne określenie: „polski władac”.

Ostatecznie w 1902 r. – wyrokiem międzynarodowego trybunału w Grazu – spór z Węgrami o Morskie Oko został rozstrzygnięty na korzyść strony polskiej. Aczkolwiek do osiągnięcia tego sukcesu przyczyniło się wiele osób (z ważniejszych można m.in. wymienić: prof. Oswalda Balzera, Aleksandera Czołowskiego, Edmunda Mochnackiego i Aleksandra Mniszka-Tchórznickiego) to jednak na przełomie wieków Zamoyski był głównym motorem owych zabiegów.

Korzystne rozstrzygnięcie sprawy Morskiego Oka, było momentem zwrotnym w kilkusetletnim procesie cofania się polskiej granicy południowej. Sukces Polaków miał tym większą wagę, że został odniesiony w okresie niezwykle dla nich trudnym, kiedy państwo polskie nie istniało.

Pomimo tego, że zakończył się spór o granicę państwową, Zamoyski jednak nadal nie mógł w tej sprawie „złożyć broni”, ponieważ jeszcze przez siedem lat ks. Hohenlohe kwestionował jego prywatne prawa do okolic Morskiego Oka. Dopiero w 1909 r., po serii rozpraw i apelacji, Trybunał Kasacyjny w Wiedniu oddalił definitywnie pretensje Hohenlohego. Dzięki temu mógł Zamoyski spokojniej odetchnąć, a przede wszystkim skupić się na innych działaniach, z w znacznej części dotyczących Zakopanego.

Można bez większej przesady stwierdzić, że angażował się tu niemal w każde przedsięwzięcie, które uważał za pożyteczne. Przede wszystkim, konsekwentnie wspierał inwestycje, przekształcające biedną wieś pod Giewontem w nowoczesne uzdrowisko i stację turystyczną. Potrzeby w tej dziedzinie były znaczne. Za rosnącą bowiem popularnością Zakopanego, uwidaczniającą się w coraz większej liczbie odwiedzających je letników i turystów, nie szły w parze inwestycje komunalne i komunikacyjne. Zamoyski słusznie uważał, że priorytetowym zadaniem jest usprawnienie dostępu z zewnątrz. Do tej pory stanowiło to poważny problem, gdyż do Zakopanego można było jedynie dojechać wozami konnymi. Stąd też postanowił wybudować linię kolejową z Zakopanego do Chabówki, która już od 1884 r. posiadała połączenie z Krakowem.

Realizacja tego przedsięwzięcia napotykała jednak na upór różnych czynników; od urzędów państwo­wych począwszy, poprzez c.k. wojskowy Sztab Generalny, zakopiańską Radę Gminną, nowotarską Radę Miejską, żydowską finansjerę, na sąsiedzie Zamoyskiego – Uznańskim – kończąc. Sojusznikiem hrabiego w zabiegach o budowę linii był dyrektor Krajowego Biura Kolejowego – Kazimierz Zaleski oraz – dr Andrzej Chramiec. W końcu, po siedmioletnich staraniach, w tym m.in. wielokrotnych interwencji u samego cesarza Franciszka Józefa, udało się Zamoyskiemu uzyskać koncesję i rozpocząć budowę. Wykonanie robót, których koszt wynosił 60 tysięcy koron, zostało powierzone, co było wówczas precedensem, polskiemu przedsiębiorstwu. Długość linii wynosiła 43 km 330 m. Pierwsza lokomotywa dotarła do Zakopanego już 7 września, a pociąg 25 października 1899 r. Zarówno budowę linii, jak i jej eksploatację, prowadziła spółka akcyjna, na czele z Władysławem Zamoyskim, który też był głównym jej udziałowcem.

Uruchomienie linii – jak to podkreślał „Przegląd Zakopiański” – stało się dla Zakopanego zapowiedzią „doniosłych zmian”, a nawet początkiem „nowej ery”. Nie było w tych stwierdzeniach z byt wielkiej przesady, gdyż rzeczywiście połączenie to znacznie się przyczyniło do dalszego rozwoju miejscowości. Służyło bowiem nie tylko komunikacji pasażerskiej, z której korzystali oczywiście kuracjusze, turyści i miejscowa ludność, ale także do transportu towaro­wego. Koleją dowożono coraz bardziej potrzebne materiały budowlane i zaopatrze­nie dla rozwijającego się dynamicznie uzdrowiska. Pożytek z tej linii, funkcjonującej do dzisiaj, ma także Nowy Targ i inne miejscowości Podhala, a nawet Spisza.

Zamoyski – widząc niedostatki zakopiańskiego handlu, oferującego często towary nie najlepszej jakości i w dodatku po wygórowanych cenach – postanowił utworzyć spółkę akcyjną, która uzdrowiłaby sytuację w tej dziedzinie. Powołana w 1891 r. „Spółka Handlowa”, zgromadziła kapitał 22 tysięcy zł reńskich. Połowę tej kwoty wyłożył Zamoyski, a pozostałą część uzyskano ze sprzedaży 100-złotowych udziałów.

„Spółka”, której ideowym przesłaniem było krzewienie polskiego handlu, sprowadzała (w miarę możliwości z pominięciem pośredników) i sprzedawała różne towary. Przede wszystkim handlowała podstawowymi artykułami spożywczymi (mąka, cukier, kasza, konserwy, jarzyny, przyprawy), winami, herbatą, kawą, materiałami ubraniowymi, galanterią, wyrobami żelaznymi, naczyniami kuchennymi, a także wyrobami miejscowego rzemiosła artystycznego.

Rozpoczęła ona swą działalność w 1892 r., a pierwszą jej siedzibą był wynajęty dom przy ulicy Kościeliskiej, gdzie umieszczono sklep, magazyny i biuro. „Spółka” bardzo szybko zyskała uznanie – zarówno wśród górali, jak i zakopiańskich gości – co potwierdziły uzyskane przez nią wyniki ekonomiczne. Już bowiem w drugim roku swojego istnienia, jej obroty wyniosły 150 tys. zł reńskich. Otworzyła też dwie filie; jedną w Zakopanem (1893 r.), a drugą w Nowym Targu (1894 r.).

Podobny cel, jak w przypadku „Spółki”, przyświecał także innemu posunięciu Zamoyskiego. Wykupił on bowiem propinację oraz pobór opłat drogowych z rąk obcych i wydzierżawił polskim przedsiębiorcom. W 1910 r., Zamoyski wybudował przy Krupówkach (nr 41) budynek, w którym obecnie mieści się nosząca jego imię Miejska Galeria Sztuki i „Delikatesy”. Po oddaniu tego domu do użytku, tj. w 1911 r., „Spółka Handlowa” otworzyła w nim na parterze sklep spożywczy oraz z materiałami odzieżowymi. Na piętrze budynku znajdowały się sale wystawowe, w których hrabia zamierzał prezentować wyroby polskiego przemysłu i rękodzieła z trzech zaborów, co miało się przyczynić do promowania produktów krajowych oraz integracji rozbitego przez zaborców społeczeństwa. Ostatecznie jednak, jeszcze za życia Zamoyskiego organizowano tam wystawy dzieł plastycznych i taką m.in. funkcję pełni do dzisiaj. W 1923 r., „Spółka Handlowa” zmieniła nazwę na „Bazar Polski”.

 Zamoyski w istotny sposób przyczynił się także do budowy zakopiańskich wodociągów, rozpoczętej w 1905 r. Wykonał on bowiem, jeszcze przed 1904 r., na własnym gruncie w Kuźnicach, ujęcie źródła, które miało zaopatrywać w wodę nie tylko budynki położone na obszarze dworskim, ale także Zakopane. Miało ono stanowić zaczątek miejscowej sieci wodociągowej, co odzwierciedla chociażby sam tytuł rysunków ujęcia, sporządzonych przez warszawską firmę „Drzewiecki-Jeziorański”: „Projekt wodociągu dla gminy Zakopane”.

Hrabia wniósł również swój wkład w elektryfikację Zakopanego. W 1914 r., rozpoczął w Kuźnicach budowę elektrowni, ale prace przerwała I wojna światowa. Wznowiono je w 1918 r., a zakończono w 1920 r. Na potrzeby elektrowni zostały adaptowane mury byłej „górnej papierni”, która spłonęła od pioruna w 1895 r. W elektrowni tej zamontowano dwie spiralne turbiny wodne „Francisa”. Na przełomie XIX i XX w. Zamoyski wybudował też tamę w Kuźnicach na Bystrej i uregulował ten potok. Celem tej inwestycji było dostarczenie energii dla urządzeń poruszających fabrykę masy drzewnej. Partycypował w budowie szosy Zakopane – Morskie Oko, znanej obecnie pod nazwą drogi Oswalda Balzera. Wznosił sam lub też kupił inne obiekty służące społeczeństwu, jak chociażby budynki szkolne: w Brzegach, Bukowinie i Olczy, czy dom przy ul. Kościeliskiej, w którym miało swoją siedzibę „Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Męskiej i Żeńskiej” oraz znajdowała się tzw. „Herbaciarnia Zamoyskiego”.

Poza tym, chętnie odstępował na cele publiczne swoje tereny, względnie je wydzierżawiał lub sprzedawał na bardzo dogodnych dla użytkowników warunkach. Na udostępnionym np. przez niego wzgórzu Antałówki, Komisja Klimatyczna urządziła własnym nakładem park uzdrowiskowy. Dla rozwijającego się Zakopanego, Zamoyski przekazał również kilka enklaw „obszaru dworskiego”. Jego posunięcia, w tym zakresie, przyczynił się w istotny sposób do dalszego rozwoju przestrzennego miejscowości.

Ponadto, dał w użytkowanie zakonowi Albertynów dosyć rozległy teren, położony w Tatrach, nieopodal Kuźnic. Dzięki czemu, św. brat Albert (Adam Hilary Chmielowski) i jego współbracia mogli tu w 1898 r. wybudować klasztor. W 1902 r., na należącej również do hrabiego „Śpiącej Górce”, wznieśli Albertyni nowy klasztor, a swoją dotychczasową siedzibę przekazali siostrom Albertynkom.

Aby lepiej zrozumieć znaczenie wkładu Zamoyskiego w rozwój Zakopanego, należy zwrócić uwagę na fakt, że gdyby nie jego dokonania, to faktycznie miejscowość ta jeszcze przez długie lata musiałaby czekać na niektóre zdobycze cywilizacyjne. Zakopane bowiem, chociaż płaciło na początku XX w. więcej podatków niż Nowy Targ, Czarny Dunajec, Krościenko i Szczawnica razem wzięte, to mimo to, ani gmina zakopiańska, ani Komisja Klimatyczna, nie były w stanie podołać żadnym większym inwestycjom, zwłaszcza nierentownym.

Zamoyski należał do jednego z głównych dobroczyńców i twórców Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Już bowiem 3 września 1889 r. został powołany przez członków-założycieli Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego na członka honorowego tego Towarzystwa. Przez wiele lat piastował też funkcję „Gospodarza Muzeum”, a następnie wiceprezesa Zarządu Muzeum. Dzięki jego pomocy finansowej i materiałowej, została wybudowana pierwsza siedziba Muzeum, przy dzisiejszej ulicy Chałubińskiego. Przyczynił się również do wzniesienia nowego budynku muzealnego, tym razem murowanego, przy Krupówkach nr 10. Został wówczas przewodniczącym Komisji Budowlanej, a ponadto udzielił na okres trzech lat kredytu w materiałach budowlanych, do wysokości 20 tysięcy koron rocznie. Dzięki temu wsparciu inwestycja mogła zostać rozpoczęta. Zamoyski ofiarował również Muzeum liczne okazy zoologiczne, np. wypchanego jelenia, rysia, albinotyczną formę jaskółki dymówki i rzadki okaz koziołka sarny, z patologicznie zdeformowanym porożem, czyli tzw. „perukarza”. Ufundował niektóre elementy wyposażenia muzealnego, jak chociażby szafę biblioteczną. Opłacił wykonanie kartkowego katalogu bibliotecznego. Zabezpieczał też finansowo wydanie pierwszego tomu naukowego organu Muzeum – „Rocznika Podhalańskiego”.

Ważnym przedsięwzięciem, które przez lata hr. Zamoyski wspierał, była Szkoła Domowej Pracy Kobiet. Została ona założona w Kórniku w 1882 r., przez jego matkę Jadwigę Zamoyską. Niebawem jednak rząd pruski zażądał zaprzestania działalności tej szkoły, co, jak się okazało, miało oznaczać dla tej placówki kilkuletni okres „tułaczki”. Zamoyscy bowiem nie myśleli poddać się presji niemieckiego zaborcy. W związku z czym, postanowili przenieść szkołę w inne miejsce, dokąd nie sięgała władza Berlina. Chętne do jej „przygarnięcia” były np. władze francuskie. Ostatecznie, w 1886 r., ulokowali Zamoyscy tę placówkę na terenie ówczesnych Węgier, w Lubowli na Spiszu, w zamku, który był własnością ich kuzynów Zamoyskich. W tym miejscu szkoła nie funkcjonowała jednak zbyt długo, gdyż jedynie rok. Po czym została przeniesiona do Kalwarii Zebrzydowskiej, a w 1889 r., już na stałe, zadomowiła się w Zakopanem.

Tutaj, uzyskała najpierw schronienie w willi „Adasiówka” (tj. najstarszej części dzisiejszej „Księżówki”) na Bystrem, a dwa lata później, w Kuźnicach. Tam otrzymała od hr. Zamoyskiego, odpowiednio rozbudowany i zmodernizowany, budynek karczmy, który dawniej pełnił funkcję zarządu huty. Znalazło się tu również miejsce na mieszkania dla matki i siostry oraz personelu szkolnego. Ten istniejący do dzisiaj budynek był siedzibą szkoły, aż do jej zlikwidowania w 1952 r. Hrabia nie tylko zapewnił szkole niezbędne pomieszczenia, ale także przeznaczał co roku, na jej utrzymanie, sumę, wynoszącą, w przeliczeniu na nową walutę polską (wprowadzoną w 1924 r.), ok. 70 tysięcy zł. Był też dla matki „cennym doradcą i pomocnikiem” w prowadzeniu szkoły.

W Zakładzie generałowej Zamoyskiej, w którym kształciły się dziewczęta z różnych terenów Polski i wszystkich stanów społecznych, realizował był oryginalny program nauczania i wychowania, stanowiący połączenie trzech elementów: modlitwy, nauki i pracy. Szkoła ta wyrabiała takie cechy, jak: aktywność, dokładność, przezorność, roztropność, umiejętność racjonalnej organizacji  pracy oraz wykorzystywania wolnego czasu, doskonalenia swojej osobowości, rozwoju umysłowego. Nade wszystko jednak uczyła patriotyzmu i wpajała „dobre wychowanie”. Absolwentki Zakładu były wszechstronnie przygotowane, zarówno pod względem wychowania, jak i teorii oraz praktyki. Przede wszystkim były jednak zaradnymi i światłymi matkami i obywatelkami.

Po przeniesieniu do Zakopanego, Zakład ten dosyć szybko się tu „wszczepił i rozwinął bujnie”, stając się chlubą miejscowości. Jego wychowanki aktywnie uczestniczyły w życiu codziennym Zakopanego. Organizowały różnego rodzaju obchody patriotyczne. Widoczny był ich udział w świętach kościelnych i imprezach społeczno-kulturalnych. Pomagały nawet w gaszeniu, jakże wówczas częstych, pożarów. Na pokazach i kiermaszach chętnie dzieliły się z miejscową ludnością wiedzą, a zwłaszcza praktycznymi umiejętności, wyniesionymi w szkoły. Górale nazywali je „cepculami”. Wzięło się to stąd, że uczennice nie tylko nosiły jednakowe fartuchy, ale także, rzucające się w oczy, białe czepki.

W Zakopanem z pomocy Zamoyskiego korzystała również Biblioteka Publiczna. Hrabia udostępniał jej bowiem bezpłatnie, w swoim budynku przy Krupówkach nr 45, czteropokojowy lokal z werandą, dzięki czemu od 1 listopada 1908 do 11 lutego 1914 r. mogła tam mieć swoją siedzibę.

Zamoyski należał do wielu organizacji i uczestniczył w licznych przedsięwzięciach społecznych. W 1894 r. znalazł się np. wśród grona organizatorów zakopiańskiego oddziału Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Ta patriotyczna organizacja była mu niezwykle bliska, gdyż stawiała sobie za cel pełne wychowanie człowieka pod względem duchowym i fizycznym. Zamoyski nie tylko wspierał ją materialnie, ale także prowadził ćwiczenia gimnastyczne i szermiercze z „druhami-Sokołami”. Działał też aktywnie w Towarzystwie Tatrzańskim, przez wiele lat zasiadając w jego władzach.

Dwudziestotrzyletnią działalność Zamoyskiego na Podhalu podsumowała „Gazeta Narodowa” (z 29 IX 1912 r.):

Nie było w Zakopanem ani jednej sprawy, ani inwestycji, w której by hrabia Władysław Zamoyski nie brał udziału i której by szczodrze nie poparł. Telefony, rozszerzenie poczty, szkoły, muzea itp. to w wielkim stopniu jego zasługa. Oddał gminie ujęte już źródła dla urządzenia wodociągów i przyznał dla nich teren ochronny na swoich gruntach; pozwolił klimatyce na urządzenie parku w swym lesie, ułatwia letnikom spacery na całym obszarze swych dóbr, choć niemałe stąd ponosi szkody (tylko ci, co znali namiętną pieczołowitość, z jaką zalesiał obnażone stoki górskie, są w stanie ocenić, jakim było dlań poświęceniem zostawić turystom swobodę krążenia po górach bez zastrzeżeń). Chętnie też pomaga góralom, czy to przez dostarczenie drzewa pod łatwymi warunkami na budowę willi, czy w inny sposób.

Fundusze na tą wszechstronną działalność czerpał Zamoyski nie tyle z dochodów, których mu dostarczały tatrzańskie lasy – te bowiem dopiero po wielu latach znacznych nakładów zaczęły dawać nikły zysk – co głównie z monopolu propinacyjnego, eksploatacji kolei, tartaku i papierni. Ponadto, pewne zyski przynosiły dobra wielkopolskie, a w Zakopanem taka działalność, jak produkcja wody sodowej, mydła, perfum, a nawet udostępnianie toru bobslejowego (!). Na wpływy z propinacji, która dawała największe przychody, składały się czynsze od dzierżawców karczm, wyszynków, restauracji, właścicieli sklepów, a także dochody z produkcji wódek „prostych”, jarzębiaku, rumu i ratafii oraz hurtu i sprzedaży rozlewanych tu win i piwa. Miejscem gdzie wyrabiano własne oraz butelkowano sprowadzane trunki był tzw. II magazyn w Kuźnicach. Ponadto, w centrum Zakopanego, przy Krupówkach, mieścił się skład główny.

Godna podziwu jest pracowitość i zapał Zamoyskiego. Znany był z tego, że budził się i zasypiał w stanie ciągłego entuzjazmu. Każdy dzień zaś miał wypełniony zajęciami od świtu do nocy. Przez całe życie hołdował „zasadzie obowiązku wobec ojczyzny”. Nie istniały dla niego wyrazy „przeboleć”, czy „pogodzić się”, gdy chodziło o Polskę. Nieustannie pomagał rodakom, co niestety niektórzy wykorzystywali ponad miarę.

Drażniąca niekiedy ludzi bezkompromisowość Zamoyskiego i niezrozumienie jego intencji, powodowały, że pojawiały się również krzywdzące go oceny oraz złośliwe epitety, z których takie, jak „dziwny hrabia”, czy „Don Kichot” należały do bardziej umiarkowanych. Często nazywano go „żelaznym skąpcem”, co można uznać za częściowo słuszne, gdyż rzeczywiście był skąpy, ale oszczędzał tylko na swoich własnych wydatkach – natomiast na cele społeczne i narodowe nigdy nie żałował pieniędzy.

Zamoyski przez całe swoje życie kierował się zasadą, iż zdrowemu człowiekowi ubliża przyjmowanie jakichkolwiek darowizn, gdyż wszystko czego pragnie powinien zdobywać własną, wytrwałą pracą, oszczędnością i rozumnym postępowaniem. Oczywiście sam dawał tutaj najlepszy przykład. Jego sposób postępowania najlepiej ilustruje sprawa budowy szkoły ludowej w Bukowinie Tatrzańskiej. Otóż, w 1894 r. hrabia zlecił postawienie w tej wiosce budynku szkolnego. Kiedy całkowicie sfinansowany przez niego budynek był już gotowy, zażądał od wójta zapłaty symbolicznej kwoty 50 grajcarów austriackich, a gdy ją uzyskał, nadesłał wójtowi oświadczenie, iż w ten sposób zostały mu zwrócone wszystkie koszty związane z budową. Dzięki temu zarówno wójt, jak i cała wieś, mogły się czuć pełnoprawnymi właścicielami szkoły, którą posiadały na zasadzie kupna, a nie darowizny.

Hrabia Zamoyski wysoko cenił ludzi pracowitych i zaradnych, dla których najchętniej bywał hojnym, gdyż widocznie uważał, że „inwestowanie” w nich jest dla społeczeństwa pożyteczne. Do takich ludzi należał m.in. dr Andrzej Chramiec. Właśnie dzięki pomocy finansowej hrabiego ten zakopiański lekarz rozbudował swój Zakład Wodoleczniczy, położony przy Chramców­kach. Podobnych przykładów dyskretnej pomocy hrabiego było wiele, tylko nie są na ogół znane, ponieważ Zamoyski życzył sobie, aby pozostawały nie ujawniane.

Wybuch I wojny światowej zastał Zamoyskich w Paryżu. Ponieważ posiadali obywatelstwo francuskie, nie mogli – rzecz jasna – przebywać w swoich dobrach, położonych na terenie zaboru austriackiego i pruskiego. Nie oznaczało to jednak odizolowania się od spraw polskich. Hojnie bowiem wspierali kampanię propagującą w Europie Zachodniej kwestię niepodległości Polski oraz opiekowali się rodakami, którzy znaleźli się we Francji w trudnej sytuacji materialnej. Paryskie mieszkanie Zamoyskich stało się ponownie, jak w połowie XIX w., miejscem spotkań wszystkich tych, którym leżała na sercu sprawa niepodległości Ojczyzny. „Jedna tylko kategoria ludzi – jak pisał Edward Ligocki – nie miała tam wstępu: okrawywaczwe i pomniejszyciele Polski, ci co radzi byli się ograniczać do Parku Ujazdowskiego z przyległościami”. Ta trafna uwaga wiele nam mówi o poglądach hrabiego na kształt granic odrodzonej Rzeczypospolitej.

Po odzyskaniu niepodległości, Zamoyski, wraz z matka i siostrą, powrócił do kraju „ożywiony myślą, że praca całego jego życia złożoną zostanie, jako ofiara dla zmartwychwstałej Polski”. Niebawem też rozpoczął przygotowania do powołania Fundacji „Zakłady Kórnickie”, której zapisał „dla celów nauki, oświaty i kultury” cały swój majątek, w tym dobra zakopiańskie, co w przyszłości dało podstawę do utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jeszcze za jego życia, 16 lutego 1924 r., został złożony na ręce prezydenta Stanisława Wojciechowskiego projekt ustawy o powołaniu Fundacji. Zamoyski zanotował wówczas: „Dziś najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nie mam już nic”. Cztery miesiące później (20 czerwca) podpisał w Śremie akt rejentalny o zrzeczeniu się majątku na rzecz Fundacji. Dwa dni przed śmiercią Zamoyskiego, tj. 1 października 1924 r., Rada Ministrów zaaprobowała projekt ustawy, którą Sejm przyjął ostatecznie 30 lipca 1925 r.

Majątek Zamoyskiego oceniany był na co najmniej kilkanaście milionów ówczesnych złotych polskich. W jego skład wchodziły położone w Wielkopolsce i na Podhalu posiadłości ziemskie (grunty orne, łąki, pastwiska, lasy, parki i jeziora), o łącznej powierzchni około 21 tysięcy hektarów. Ponadto, obejmował on liczne budynki i urządzenia przemysłowe oraz, o niewymiernej wartości, zabytkowe pałace w Kórniku i Poznaniu, wraz ze zbiorami muzealnymi i bibliotecznymi, jak również kórnickie arboretum.

Zgodnie z wolą Zamoyskiego, dochody z tego majątku miała Fundacja przeznaczać na: 1. Utrzymanie Szkoły Domowej Pracy Kobiet; 2. Popieranie wychowania młodzieży męskiej w duchu polskim i katolickim; 3. Stypendia dla wyjątkowo uzdolnionych; 4. Prowadzenie muzeum i biblioteki w Kórniku jako pamiątki martyrologii narodu polskiego i dla zachowania pamięci o cudzoziemcach, którzy pomagali Polsce; 5. Założenie zakładu dendrologii w Kórniku; 6. Krzewienie w dobrach Fundacji wiedzy zawodowej i ducha spółdzielczości.

Niestety, realizacja idei Zamoyskiego natrafiała od samego początku na spore trudności. Jedną z przyczyn było obciążenie Fundacji obowiązkiem spłaty podatku skarbowego oraz „daniny majątkowej”, wynoszących w sumie 1,2 miliona zł. Aby wywiązać się z tych zobowiązań, „Zakłady Kórnickie” zaciągnęły na trudnych warunkach pożyczkę w Banku Gospodarstwa Krajowego. Po kilku latach okazało się, że Fundacja jest niewypłacalnym dłużnikiem, dlatego też zmuszona była sprzedać państwu lasy tatrzańskie, co nastąpiło 30 września 1933 r.

Do tych problemów finansowych, które wystąpiły już na „starcie” Fundacji, doszły jeszcze przejawy niegospodarności, a nawet nieuczciwości niektórych członków jej zarządu i urzędników. Wszystko to spowodowało, że zaczęła ona podupadać. Opinia publiczna obserwowała to z niepokojem. Ukazało się na ten temat szereg krytycznych artykułów w prasie. Zabrała także głos siostra Zamoyskiego – Maria. Wywiad z nią, pod znamiennym tytułem „W niwecz obrócone idee”, opublikował „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Mieszkaniec Kórnika – Edward Pohl tak skomentował tę sytuację: „Działyńscy po dwóch powstaniach utrzymali posiadłość, a tu w wolnej Polsce w ciągu kilku lat dochodzi do bankructwa. Dobrze, że hrabia nie widzi tej ruiny”. Ostatecznie kres istnieniu Fundacji położyły w 1952 r. władze Polski Ludowej.

Na szczęście nie wszystko zostało zmarnowane i roztrwonione. W Zakopanem i Tatrach, dzięki założonej przez hr. Zamoyskiego Fundacji, nadal funkcjonowała kuźnicka szkoła dla dziewcząt, Chrześcijańskie Spółdzielcze Stowarzyszenie Mieszkaniowe Urzędników Państwowych, a także, po latach, mógł powstać Tatrzański Park Narodowy. Najważniejsze inicjatywy hrabiego: linia kolejowa, elektryfikacja i wodociągi, stopniowo modernizowane i rozwijane, służą ludziom do dzisiaj. Zasługi hrabiego w skali Zakopanego, Podhala i całego kraju są nie do przecenienia.

Oceniając dorobek życia Zamoyskiego, nasuwa się nieodparcie refleksja, że wszystkich tych dzieł mógł dokonać jedynie człowiek obdarzony szczególną osobowością. Jego zaś wszechstronna działalność patriotyczna, niepodległościowa, religijna, gospodarcza, oświatowa i charytatywna, stawia go w pierwszym szeregu najwybitniejszych Polaków przełomu XIX i XX stulecia.

 

Jerzy M. Roszkowski



[1] W drugiej połowie XV w. rodzina Zamoyskich rozpadła się na dwie linie. Florian, jeden z synów Tomasza z Łaźnina (pierwszego wymienionego w źródłach protoplasty tej rodziny), zapoczątkował starszą „gałąź”, tzw. hetmańską, a młodszą – jego brat Maciej. Ze starszej wywodził się wielki kanclerz i hetman koronny Jan Zamoyski (1542-1605), a z młodszej pochodzili właściciele Kórnika i Zakopanego oraz wszyscy inni żyjący do tej pory Zamoyscy.

[2] Była jego siostrzenicą, a on jej wujem. Matka Jadwigi Zamoyskiej – Celestyna Gryzelda „Celina” z Zamoyskich – to rodzona siostra jej męża.

[3] Najpierw w Sydney, a następnie w Melbourne.

[4] Zgon nastąpił 30 marca 1880 r.